|
wtorek, 01 marca 2011
Wykopki i nne atrakcje ...
01/03/2011 wtorek. Od soboty rozpoczęły się u mnie na osiedlu poważne wykopki!! Zatarasowali połowę jezdni i żeby wrócić do domu, to muszę objechać pół osiedla, bo ruch jest tylko w jedna stronę ulicą - czyli wyjechać mogę. Z powrotem gorzej ... Dziś rano z mojej uliczki parkingowej wyjeżdżałam 5 minut, żeby się włączyć do tej rozkopanej. A z rozkopanej kolejne 7 minut, żeby wyjechać do normalnej drogi. Potem też był korek, ale jakby umiarkowany. Tyle tylko, ze dziś jechałam wcześniej. Jutro muszę zawieźć dziecko do szkoły na 8.00. No, jest to wyzwanie ... I tak do wakacji!! Już w sobotę był korek, jak wracałam z Kocurkiem z basenu. Dobrze, że przemknęłam osiedlowymi uliczkami i jakoś dałam radę. Jutro takich mądrych będzie więcej ... A w ogóle, to jest skandal - Kocurek się moczył, a ja mam katar!!!.
sobota, 19 lutego 2011
impreza ....
19/02/11 sobota. Jak karnawał, to karnawał. Poszłam wczoraj na imprezę. Nie żeby jakąś huczną. Za to dość liczną. Zebrało się nas ze 40 a może i więcej osób, a że w kawiarni to było, to było i sporo innych osób. Spotkałam ludzi z mojej poprzedniej pracy i poprzednich prezesów, poprzedniego szefa i sporo innych osób. Raz w roku mamy taką imprezę. Choć firmy nie ma to przecież pozostali ludzie i spotykamy się. Tej imprezy staram się nie opuszczać, bo z innymi obecnofirmowymi imprezami to różnie bywa. Niby trzeba się integrować, ale w imię czego mam się zmuszać do integracji z kimś z kim nie chcę? Tam idę, gdzie chcę. A to spotkanie lubię. Nie wszyscy niestety dotarli, nie z każdym też zdążyłam pogadać. I muzyka była tym głośniejsza była im, później było. Przekrzykiwanie mużyki to też nie moja ulubiona zabawa. Ale co tam. Grunt że się spotkaliśmy, pogadali, a że sala była za mała, a muzyka za głośna, to cóż. I całe szczęście, że zostało ponownie zorganizowane i wypaliło. Do domu wróciłam koło 1 w nocy (znowuż nie tak późno!), i co? Czekał na mnie Kocurek, nie spał tylko na psp grał (korzystając z okazji) z wyrzutami, że 'za późno' wracam!! No, ładne kwiatki dziecko mnie instruuje, o której mam wracać do domu!! Ciekawe jak to będzie, gdy on będzie chodził na imprezy. Na razie zapowiedział, że chodzić nie będzie, ale poczekamy, zobaczymy :)
sobota, 12 lutego 2011
Złośliwości drobne ...
12/02/11 sobota.
Złośliwości drobne są prawie tak samo wkurzające, jak i te duże!! Wczoraj zabrałam się za czyszczenie kuwety kota, żwirek się mi rozsypał obok kuwety (złośliwość pierwsza!!), no bo czyż musiał się rozsypywać. Wcale nie, ale chciał, ot co! Biorę odkurzacz w ręce swoje, żeby wciągnąć ten żwirek, a żwirek zamiast wpadać do rury to wypada :( Się okazało, że rura zatkała się była i ze sprzątania nici (złośliwość druga!!). No, cóż sama jestem na 'włościach', to i za odtykanie się zabrać musiałam. Jako prawie żadna 'blondynka' porwałam pierwsze co było pod ręką - a był to śrubokręt! wiele nie myśląc wepchałam rurze 'w gardło' narzędzie i co ... rzecz jasna nie przetkał za to się zaklinował i został tam :( Czarna rozpacz i złośliwość trzecia!! Musiałam pozamiatać miotełką a nie było to miłe wcale :( Przestałam liczyć złośliwości i poszłam spać. Rano, skoro świt byłam umówiona na wapnowanie drzew i pryskanie. I co z samego świtu się okazało,że śniegiem sypie i miecie!! Z działań na działce nici!! Poszłam zatem do ciepłego łóżka dospać. Obudziłam się koło 9.00. Patrzę za okno, a tu śnieg co prawda jest, ale już nie sypie i słońce świeci. złapałam wiec za telefon i już o 11.00 rozpoczęła się praca na działce. Oj, jak dobrze, że się udało!! Naprawdę ucieszyło mnie to bardzo. Poszłam wiec za ciosem. ruszyłam głową i wyciągnęłam szczypcami śrubokręt, znalazłam drut stosowny i ... odkurzacz hula!! A ja z tej okazji nie musiałam kupować nowego sprzętu. I doskonale, bo te nowoczesne kształty odkurzaczy mi się nie podobają :( Mój stary zelmer jest ok i niech działa jak najdłużej. Z tej radości poszłam na zakupy i poszalałam w sklepach. Kupiłam i ciuchy i kosmetyki i książki. I Kocurek wrócił z wyjazdu!!
czwartek, 10 lutego 2011
Wrzuć na luz ...
10/02/11 czwartek. Coś mi się dni tygodnia mylą. We wtorek myślałam, że już jest środa, dziś mi piątek pasuje, a tu .. nic z tego i jutro karnie do pracy trza iść. No niby zeszły tydzień przesiedziałam w domu, ale siedzenie z chorym dzieckiem jest okropne ... Gorsze może być tylko przebywanie z chorym facetem dorosłym :) A ten tydzień, to co innego. Kocurek pojechał na ferie w niedzielę z teściową. Wczoraj pojechał do nich "Pan Mąż" więc w domu luz blues ... I dlatego przydałoby się wolne, żeby rozkoszować się ciszą i spokojem :) Cóż, kiedy nie da rady. Jedyne co, to udało się mi zaliczyć basen - trochę popływałam, w jacuzzi pomoczyłam się i w saunie posiedziałam. No i zaliczyłam zakupy w tesco. Dla jednych rozrywka, dla innych koszmar. Ale i ja mimo, że jestem fanką zakupów i lubię sobie tak humor poprawiać (w rozsądnej cenie ;), rzecz jasna) jakoś weny nie miałam zakupowej. Może późno było, a może nie trafiłam na nic bez czego żyć bym nie mogła - nie kupiłam więc ani marnej rzeczy z żadnych wyprzedaży, a tylko jedzonko dla siebie i kota. Jutro na szczęście piątek może choć uda się sobotę - ostatni dzień wolności wykorzystać. Ostatnia szansa wrzucić na luz :) bo potem się zacznie ...
wtorek, 08 lutego 2011
Kicia, czyli Kocurek, a może kocurek ...
08/02/2011, wtorek Czas leci szybko i niepostrzeżenie. Niektóre rzeczy pozostają jednak podobne - choróbska. Te ciągną się i ciągną, jak nie przymierzając guma w majtkach. Niby już nie jest Kicia alergikiem (wszystkie testy wyszły ujemne), ale kaszel trwa i trwa. Zła passa zaczęła się w grudniu, kiedy to Kicia skręcił palce u nogi na jiu-jitsu. Cały grudzień kwitliśmy w domu z nogą w gipsie. Bo jak wrócił do szkoły na 3 dni, to skręcił nogę w kostce :( W szkole był owe 3 dni i niby grudzień krótki (dłuuuga przerwa świąteczna), ale nadrabiania było sporo. A w styczniu choróbsko za choróbskiem. Fakt - teraz w są ferie więc choruje bez szkody dla szkoły, ale ile można!! A w ogóle Kicia to już prawie Kocurek młody i chyba czas, aby przestał tu figurować jako Kicia, tylko zaczął być Kocurkiem! No, bo kiedyż? Potem będzie już dużym Kocurem :) Było nie było jeszcze tylko trochę i będzie za nami pierwszy etap nauczania :) A propos kocurów - mam już dwa Kocurki :) Ten drugi został zabrany z azylu. Jest już z nami ponad rok. Wzięliśmy go jak miał 4-5 tygodni i wyglądał jak kupka nieszczęścia. Zaropiałe oczy, matowa, zmierzwiona sierść i same kości :( Teraz wyrósł na Kocuraka wielkiego, puszystego i do tego okropnie upartego i pamiętliwego. Ma Ci on charakter, jak i futro :) Czy bowiem napisałam, że jest cały czarny? Nie? Tak, tak - no i takiż ma charakter! Zamiast lizać rękę, która go karmi (czyli moją), to ją kąsa. Nie gardzi i moją nogą - też ją gryzie. Może za blisko psów przebywał w tym azylu? W każdym razie nie miała baba kłopotu, to ... ma dwa Kocurki :) Jeden duży, drugi mały, a oba uparte! Wszak, to Kocurek wybrał czarnego kocurka i nie było dyskusji - miał być ten i koniec kropka! Ciągnie swój do swego :) A może powinnam zmienić nick na 'kocurkowa'? Heh, nie co to to nie! Był okres, że o kocie słyszeć nie chciałam, tylko psy się liczyły! Ale cóż "jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma" Prawda :)
sobota, 05 lutego 2011
Kiedyś ....
05/02/2011 sobota. Kiedyś wydawało się mi, że nie mam czasu. Nic bardziej mylnego! Czas leci jak oszalały, dzień mija za dniem ... A ja obiecywałam tu wrócić i nie wracam :( Teraz nie obiecam (choć chciałabym, chciała), że wrócę ... bo "obiecanki - cacanki". Już tydzień ferii minął niepostrzeżenie. Spędziłam go na zwolnieniu z chorym dzieckiem, ale czy zajrzałam tu chociaż na chwilkę? Nie! Wizyty u lekarza, lekarstwa, codzienne obowiązki pochłonęły te No, właśnie. Wszystko rozbija się o jedno słowo "Kiedyś ...". Ech, a tak tępię Pana Męża za 'jutro' i sama co? Lepsza jestem, nie? Pozdrawiam Wszystkich ciepło :)
sobota, 26 grudnia 2009
Ojej, jak to leci czas ...
26/12/09 sobota. Jak to czas leci ... Nie było mnie tu bardzo, bardzo długo. I długo by pisać, co w międzyczasie się zdarzyło ... Przede wszystkich, choć już prawie po świętach chciałabym złożyć Wszystkim zaglądającym tutaj serdeczne życzenia spokoju i miłości, radości nie tylko w święta, ale i na codzień. Pozdrawiam Was kochani i obiecuję poprawę ... Niedługo tu wrócę. Zajrzę do Was a mam nadzieję, że zostanę na dłużej ...
czwartek, 13 sierpnia 2009
Już po ...
13/08/09 czwartek Już po moich wakacjach. 3 tygodnie urlopu w lipcu minęły jak sen ... I prawie po szkolnych wakacjach Kici, bo przecież połowa sierpnia ... Jesień czuć w powietrzu. Jarzębina czerwona, wrzosy zaczynają kwitnąć ... Ze wsi wracam, z pogrzebu. Niby nie rodzina, ale przecież znam ich wszystkich odkąd pamiętam. Z dzieciństwa, z wakacji beztroskich. Zieleń słońce, pola, rzeka - tak to pamiętam. Przecież tak niedawno, to wszystko było. A może dawno ... I nagle śmierć ... Życie jednak toczy się dalej ... Rośnie młode pokolenie. Wieś też się zmienia - tam, gdzie były pola uprawne stoją ich domy, warsztaty, budowa wre ... A gdzie kury? Krowy? Konie? Polna droga? Nie ma. Zniknęły z krajobrazu tak, jak łany zbóż, stajnie, wozy drabiniaste. Teraz królują iglaki i wykoszona trawka oraz asfalt. I tylko las pozostał taki, jaki pamiętam, nawet bardziej zarośnięty niż mi się kiedyś wydawało ... Choć, nie zapuszczałam się dalej, na skraju postałam nad rzeczką, która też płynie, jak płynęła. Było i minęło ... A Kicia kiedyś zapytał: - Mama, a kiedy znowu będzie 2009 rok? I nie chciał przyjąć do wiadomości, że już się nie powtórzy ... Pozdrawiam Was Wszystkich. Obiecuję, że zajrzę do Was, ale nie dziś ...
sobota, 06 czerwca 2009
Tak sobie słucham ...
06/06/09 sobota. Tak sobie słucham i przypominam piosenki Toni Braxton z płyty Secrets. Płytę diabli wzięli, została tylko okładka :( W internecie wszak jest wszystko. Poniżej link do piosenki i słowa: http://www.youtube.com/watch?v=YyBEVP7NFY4&NR=1 Don't leave me in all this pain Siedzę i słucham, bo taki mam ostatnio nastrój ...
piątek, 05 czerwca 2009
Chorobowo ...
05/06/09 piątek. Znowu siedzę w domu. Sama. Od tygodnia. Kaszlę na potęgę (znaczy teraz jakby mniej). Porobiłam serię badń, bo nie bardzo wiadomo dlaczego tak kaszlę i kaszlę. Lekarze podejrzewają alergię lub astmę, co w sumie na jedno wychodzi. Jakoś nie bardzo mi ta diagnoza pasuje, ale ... jak nie wykluczę, to mi będą dalej wmawiać. Spirometria wyszła dobrze - czyli w normie. Jeszcze czekam na wyniki testów alergicznych, ale i tak mi antybiotyk pomógł, choć jakieś wziewy dostałam :( Kicia w Grecji z teściową - we wtorek ma wrócić. Pojechał na 2 tygodnie. W pierwszym odrabiałam zaległości pracowe, w tym odpoczywam. Jakieś porządki małe zrobiłam, tzn. przejrzałam szafy i wywaliłam rzeczy, zbędne zabawki i szpargały. Nie chce mi się sprzątać. Oglądam TV (pierwszy raz od lat oglądam co leci). Jakieś filmy po nocy, bo nie rozumiem dlaczego tak jest, ale jak świeci się światło, to mało kaszlę, jak tylko zgaszę i chcę spać - dostaję ataku kaszlu i i tak nie śpię :( No po prostu paranoja jakaś i tak mniej więcej od tygodnia. Tak, że choć rano mogę dłużej pospać, bo inaczej bym chyba padła. W poprzednim tygodniu udało mi się jeszcze (zanim wylądowałam na zwolnieniu) zaliczyć 2 imprezy - okrągłe rocznice matury i ukończenia studiów. Obie imprezy były w ten sam dzień :) I na obu byłam, bo na szczęście blisko siebie wybrali organizatorzy lokale. Niektórych osób z liceum faktycznie nie widziałam te 20 lat. Towarzystwo raczej dopisało - większość była, nawet nasza Pani wychowaczyni, i to mnie najbardziej chyba ucieszyło. Na tej imprezie byłam jednak krótko, za to na imprezie ze studiów dotrwałam do rana ze wszystkimi i było fajnie :) Choć tu z kolei nie było aż tak dużo osób z roku (a był liczny) i to nawet takich, co są na miejscu. Za to przyjechali ludzie z daleka :) A może jeszcze powtórzymy spotkania. Zdecydowanie miałam z nimi więcej wspólnych tematów do opowiadania, w końcu to tylko 15 lat niewidzenia się :) No i bardziej z nimi byłam zżyta, w liceum byłam jak i kilka innych osób (które nota bene nie przyszły) wyoutowana (czy jak to się tam pisze:)). A w ogóle, to jakaś taka niepozbierana jestem, nic mi się nie chce. Nawet do komputera nie zaglądam - siłą woli się dziś zmusiłam. Czas jakoś tak mi przebiega koło nosa ... Normalnie to bym ze 100 tysięcy rzeczy planowała i zrobiła lub może więcej. Popadam w marazm ... Pozdrawiam Was ciepło :) |
Archiwum
Ostatnie wpisy
|